• -3,00 zł

Ninja w baletkach

Elżbieta Ksepka-Solawa, BARBARA SOBCZYŃSKA - ILUSTRACJE

24,90 zł
21,90 zł Zniżka 3,00 zł
Brutto

Co łączy rozrabiakę Wojtka, który nie znosi dziewczyn, „kujonkę” Rozalię, która musi chodzić na karate i niezdarną Zuźkę, której nikt nie lubi? Jak zostać dżentelmenem „ za karę”? I czy to prawda, że dyrektorka szkoły tańca z ulicy Lawendowej to „czarownica”? 

Ilość

„Ninja w baletkach” – to pełna humoru powieść dla dzieci o przyjaźni. Niezwykła historia rozrabiaki Wojtka, który nie znosi dziewczyn, „kujonki” Rozalii, która musi chodzić na karate i niezdarnej Zuźki, której nikt nie lubi. To książka dla dzieci o pokonywaniu trudności i ograniczeń. Poruszająca opowieść, ale jednocześnie zabawna historia o tym, jak przestać się bać. Czytelnicy dowiedzą się także jak zostać dżentelmenem „za karę”, utrzeć nosa łobuzowi z klasy i jak wyglądają lekcje baletu dla dzieci.

Uwaga! Doskonały prezent dla dzieci, które nie lubią czytać!

Książkę ilustrowała Barbara Sobczyńska

ur. 1983, krakowska ilustratorka, absolwentka edytorstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, autorka ilustracji do książki Przemysława Wechterowicza „Rybka i słońce”, ilustracji okładkowych do powieści Robina W. Dunna i wielu innych, jej prace ukazały się drukiem m.in. w Chinach, Brazylii i USA

Fragmenty:

Lubię, kiedy do babci przychodzi listonosz. Przynosi jej pieniądze, a ona zawsze daje mi trochę na moje ulubione cukierki. Idę po nie do sklepu na ulicę Lawendową, zaraz po szkole. Miła pani, która tam sprzedaje, wrzuca je do papierowej torebki w serduszka. Rozmawiamy chwilę, a potem idę do domu.

Ale widzicie... Na ulicę Lawendową chodzę nie tylko po słodycze. Tak naprawdę idę tam po to, żeby popatrzeć przez wielką szybę na ludzi, którzy tańczą.

Podoba mi się to, jak pięknie się ruszają i to, że uśmiechają się do siebie, nawet wtedy, kiedy coś im nie wychodzi.

Powiem Wam, że mnie co rusz coś nie wychodzi,.. szczególnie w szkole... kiedy ćwiczymy. Jeden kolega popycha mnie nawet często, bo łatwo się przewracam.. A potem wszyscy się ze mnie śmieją...

Jest mi przez to czasem smutno i płaczę, ale jak babcia nie widzi. Nie chcę, żeby się martwiła, bo jest już starutka. A ja bardzo kocham moją babcię i nie tylko dlatego, że daje mi na cukierki.

Kocham też moją mamę i bardzo za nią tęsknię...

I mojego tatę...

Ale nie chcę już o tym mówić...

Opowiem Wam za to coś innego.

Do szkoły tańca na ulicy Lawendowej przychodzą dorośli, ale też dzieci. Takie jak ja i trochę starsze. Uczą tam tańczyć różni nauczyciele, głównie panowie, ale założyła ją pewna pani. Była znaną tancerką i występowała w wielkim teatrze. Widziałam ją nawet kilka razy Trochę się jej boję, bo jest taka poważna i czasem krzyczy na dorosłych. Ja bardzo nie lubię, jak ktoś krzyczy... Ale i tak bardzo chciałabym tam chodzić. Niestety; lekcje są bardzo drogie. A poza tymi myślę, że to nie jest miejsce dla takich jak ja...

Jak by to Wam powiedzieć...

Widzicie... plączą mi się nogi. To takie dziwne uczucie... No i szkoda, bo zawsze marzyłam, żeby tańczyć. Ale przez to pewnie nigdy nie będę.

Moja babcia mówi, że nie zawsze można mieć to, czego się chce. Że życie jest trudne i że trzeba się z tym pogodzić...

Wiem, że taka już jestem, i nic na to nic poradzę... Ale i tak często chodzę na ulicę Lawendową. Nawet jak nie kupuję słodyczy, bo mogę chociaż popatrzeć przez szybę. No i to nic nie kosztuje!

I wtedy odezwała się Zuźka:

-A o mnie mówią w klasie, że jestem dziwna! Sam wiesz... I że nie mam taty ani mamy A to nieprawda! Ja mam mamę! Tylko musiała wyjechać za granicę! Ale na pewno do mnie wróci! .. I dziewczyny nazywają mnie jeszcze „sraczką-biedaczką”! Ale wiecie co?... Ja mam fajną koleżankę i fajnego kolegę! Mam WAS!!!

Popatrzyliśmy się wszyscy na siebie i... zaczęliśmy się nagle śmiać. Tak po prostu! Nawet nie wiem do końca dlaczego.

A potem jakoś tak samo to wyszło. Zaczęliśmy sobie nagle żartować z tego wszystkiego, co przed chwilą mówiliśmy. Zmienialiśmy przy tym głosy i wygłupialiśmy się.

- Jestem taką „”kujonką” że aż mi się... włosy przez to prostują! - powiedziałam. - I nawet przez sen się „wymądrzam”! Taką jestem „KUJONKĄ”!

- A ja jestem „DZIWACZKA”, co ma... ma... ma „sraczkowate spodnie”! - krzyknęła Zuźka.

- A ja jestem... cienki... cienki........... GŁUPEK CIENKI** jestem!. Cienk i głupek bez kaleson ” i... bez wą... - i Wojtek już nie dokończył. Tylko stanął jak wryty.

Obróciłyśmy się z Zuźką i zobaczyłyśmy że za nami była ciocia-babcia Adelajda. Uśmiechała się. Ona potrafi się pojawić nagle, jak jakiś duch, Już się do tego przyzwyczaiłam... Dam sobie też rękę uciąć, że słyszała całą naszą rozmowę.

- No cóż... „Kujonkę” i „Dziwaczkę w sraczkowatych spodniach”... zapraszam za chwilę na zajęcia... A ciebie... „Cienki głupku bez kaleson”... szuka na dole twoja mama i już trochę się martwi - powiedziała z udawaną powagą i weszła do małej sali.

I wszyscy znowu wybuchnęliśmy śmiechem.

Później Wojtek się z nami pożegnał i poszedł, bo nie chciał, żeby jego mama się dłużej denerwowała. Ale jak zbiegał na dół, to jeszcze krzyknął, że musimy się kiedyś znów tak razem pobawić...

- Superpomysł- odkrzyknęłam, ale chyba mnie nie usłyszał.

A potem to już była lekcja baletu.

Ciocia-babcia nic już więcej nie wspominała tego dnia na temat naszej korytarzowej rozmowy Ale długo jeszcze się uśmiechała i była rozbawiona.



Ale mu od razu powiedziałem. Żeby sobie nadziei jakiejś chłopak nic zrobił. Że ona to się ze mną teraz ,,prowadza", bo tylko balet jej w głowie. Marek wziął to na klatę i jest OK! I żartujemy sobie razem wszyscy i się bawimy... normalnie...

Z Markiem to w ogóle w porządku jest... Już Wam mówiłem... I nawet z innymi chłopakami też już jakoś się poukładało. Tylko się z Antkiem nie za bardzo odzywam, bo dalej focha ma.

A niech se ma... ja tam mam swoich przyjaciół i się z nimi koleguję. I nikt mi nie mówi, co mam robić i kogo lubić... jak kiedyś... Dobrze, że zobaczyłem, co to za ziółko... ten Antek... Jakbym się dłużej z nim zadawał, to też bym problemy miał.., jak niektórzy chłopcy.

A tak jest spoko... Komputer mam, kasę mam, koleżanki fajne mam...

Żyć nie umierać! ” - jak mówi dziadek Zbyszek.

Teraz tylko o tej szkole... tej pani, Adelajdy... myślę.

Co z baletem zrobić?... Chodzić czy nie chodzić? Nie wiem... Czas jeszcze mam, to sobie pomyślę i zdecyduję.



M1820

Opis

ISBN:
9788380436145
Okładka:
miękka
Wymiary:
130x190
Ilość stron:
216

Specyficzne kody

16 innych produktów w tej samej kategorii:

Komentarze

Napisz swoją opinię

Ninja w baletkach

Co łączy rozrabiakę Wojtka, który nie znosi dziewczyn, „kujonkę” Rozalię, która musi chodzić na karate i niezdarną Zuźkę, której nikt nie lubi? Jak zostać dżentelmenem „ za karę”? I czy to prawda, że dyrektorka szkoły tańca z ulicy Lawendowej to „czarownica”? 

Napisz swoją opinię