• -10%
Życie między pustyniami
  • Życie między pustyniami

Życie między pustyniami. Klasztor Mar Musa al Habashi

24,99 zł
22,49 zł Zniżka 10%
Brutto

Syria. Chrześcijanie w piekle prześladowań.
 
Jak być znakiem pokojuw świecie ogarniętym nienawiścią?
Poruszająca opowieść o mnichach i mniszkach z klasztoru Mar Musa.
Ilość

Od pewnego czasu jesteśmy świadkami umierania chrześcijaństwa w Syrii. W miejscu, gdzie się ono rodziło i gdzie działali Apostołowie, krew męczenników - jak nigdy wcześniej - zrasza pustynne obszary tego kraju. Oto opowieść o wspólnocie Kościoła, której życie toczy się wśród zniszczeń, spowodowanych pożogą wojenną.

Syria.
Dwie pustynie zagrażają tu ludzkiej egzystencji.
Pustynia, na której nic nie wyrośnie, bo brakuje wody.
Pustynia, na której wszystko ulega destrukcji, bo poddana jest tyranii wrogości.

Starożytny klasztor Mar Musa nie tak dawno został przywrócony do życia przez charyzmatycznego włoskiego jezuitę, o. Paolo Dall’Oglio, i stał się miejscem spotkań i modlitwy chrześcijan obu tradycji oraz muzułmanów, prawdziwą duchową oazą. Niestety w 2013 r. o. Paolo został porwany przez islamistów. Do dziś jego dalsze losy są nieznane. Autor, o. Zygmunt Kwiatkowski, należał do grona jego najbliższych współpracowników.


Patronat medialny:



FRAGMENT KSIĄŻKI



Od autora:

Ta książka jest dla mnie okazją do głębszego spojrzenia w głąb siebie i lepszego zrozumienia sensu mojej trzydziestoletniej pielgrzymki po Bliskim Wschodzie, która zaczęła się od niespodziewanego wyjazdu do Syrii, do Damaszku i równie niespodziewanego powrotu do kraju, tylko z  plecakiem na ramionach. Zapraszam każdego Czytelnika do tego, by również wszedł w rolę pielgrzyma, bo w istocie jest nim każdy z nas. By poczynił własne odkrycia na temat tego, co przeżył i tego, co chciałby przeżyć. Po to przecież żyjemy, aby w naszym pielgrzymim życiu coś stworzyć i dokądś dojść. Będę patrzył na swoje życie przez pryzmat spotkań z pustydeirnią, a konkretnie z „ Mar Musa al Habashi”, który wspólnie z o. Paolo Dall’Oglio odgruzowywaliśmy i w którym odprawiłem pierwszą Mszę św. Ojciec Paolo był bowiem wówczas jeszcze „scholastykiem”, przygotowującym się do kapłaństwa. Dodam jeszcze jedną istotną uwagę: mam mocne przekonanie, że wytrzymałem te trzydzieści lat na pustynnym szlaku, bo nie zawiódł mnie nigdy Ten, który mnie na ten szlak powołał, dając mi towarzyszy i towarzyszki pielgrzymiej drogi.

Otrzymałem bowiem łaskę przyjaźni i sądzę, że ta książka, w jakiejś mierze, będzie podziękowaniem za ten dar. Do wspólnej karawany zapraszam również Was. Niech nas prowadzi Duch Pański, odnawiający oblicze całej ziemi, ale również tej, którą jesteśmy my sami.


Wprowadzenie

Mar Musa to opowieść o wspólnocie Kościoła, której życie toczy się pomiędzy romantyką bezkresnych piasków i  kamienistego pustkowia, a  tragedią pustyni ruin i  zniszczeń, spowodowanych pożogą wojenną. Można powiedzieć, że pomiędzy tymi dwiema pustyniami, symbolicznie, toczy się cała historia ludzka. Z  jednej strony człowiek walczy bowiem nieustannie z pustynią, starając się ją ze wszystkich sił opanować, przetworzyć i udomowić. Z drugiej zaś, ten sam człowiek podejmuje się roli burzyciela, gdy zamiast wybierać porozumienie i  współpracę, oddaje nad sobą władzę imperatywowi wrogości. Zapomina wówczas o wszystkim, co go łączy z drugim człowiekiem, obawiając się, że z jego strony należy spodziewać się szczególnego zagrożenia. Pali wówczas mosty i buduje mury obronne, a dla większej ochrony, w miejscu, gdzie dotąd były pola uprawne, ogrody, parki i place budowy, tworzy pola minowe.

Ludzie zabijają ludzi, dopuszczają się prześladowań i  aktów terroru przekonani, że w  ten sposób oddają chwałę Bogu. W takiej właśnie przestrzeni historycznej, między pustyniami, od dwóch tysiącleci znajduje się, założony przez Apostołów, Kościół na Bliskim Wschodzie. Damaszek szczególnie związany jest z  osobą św.  Pawła, który przybył do niego jeszcze jako Szaweł, aby aresztować mieszkających tutaj chrześcijan i  – jak mówią Dzieje Apostolskie – w łańcuchach poprowadzić kobiety i mężczyzn do Jerozolimy, aby tam zapłacili życiem za wiarę w Jezusa Chrystusa. Tam, na biblijnej ziemi patriarchów, proroków i  świętych, po której stąpały stopy Zbawiciela, zostały założone pierwsze wspólnoty Kościoła. One tam ciągle istnieją, chociaż płomień wojny chce je stamtąd wyplenić. W naszych czasach, ponownie, jak wiele razy w historii, chrześcijanie cierpią krwawe prześladowania, na oczach obojętnego na ich tragedię świata.

Niniejsza książka jest świadectwem chrześcijańskiego zrywu, którego autorem jest wspólnota mnichów i  mniszek klasztoru Mar Musa. Podjęli się oni życia mniszego w górach Kalamun, w  Syrii. Ich styl życia, oprócz monastycznego zaangażowania w  modlitwę i  ciężkiej pracy fzycznej w  surowych pustynnych warunkach, wyróżniał się otwarciem na wymiar szeroko rozbudowanych, pielgrzymich spotkań z  ludźmi przybywającymi z całej Syrii i z innych krajów. Specyfkę tego klasztoru określała jasno przyjęta zasada: szczególną troską będą objęte spotkania chrześcijan i muzułmanów, aby wspólny dialog, w klimacie modlitwy, jaki może stworzyć wspólnota mnisza, pogłębiał kulturę wzajemnej współpracy i współżycia.


Pryncypia

nadszedł czas, aby wreszcie wam napisać
o pryncypiach życia
zanim czas zredukuje je
do retorycznych pytań
na rześkość poranka
na słoneczność południa
na senność nocy i czujność księżyca
zaklinam was
nie lekceważcie życia


Rozdział I:

Na początku


Mar Musa. Pełna nazwa brzmi: Mar Musa al Habashi. Musa to znaczy Mojżesz, a  ten jednoznacznie kojarzy się z Mojżeszem, wybrańcem Bożym, który wyprowadził Żydów z  Egiptu, „domu niewoli”, przeszedł przez Morze Czerwone, prowadząc „zastępy Izraela” przez pustynię, do „ziemi obiecanej”. Nie o niego tu jednak chodzi, dlatego ważny jest przydomek „al Habashi”, to znaczy „abisyński”. Musa al Habashi wpisuje się w  tradycje – jak wszystko, co istnieje i co się dzieje na tych ziemiach – które widziały narodziny trzech głównych monoteizmów światowych: żydowskiego, chrześcijańskiego i  muzułmańskiego.

Nie pojawiły się one w  środowisku kulturowo dziewiczym, ale w  rejonie pod tym względem bardzo bogatym i  to od wczesnej starożytności. Tu jedna kultura inspirowała drugą i tu dochodziło nieustannie do ich wzajemnych spotkań i konfrontacji. Tu krzyżowały się drogi handlowe i wpływy polityczne ówczesnych „światowych” potęg takich jak Egipt, Babilonia, Persja, Grecja czy Rzym. Musa, według na poły legendarnych przekazów, był synem królewskim, który opuścił swój kraj, aby z dala od królewskiego dworu szukać formy życia, która odpowiadałaby jego wielkiemu pragnieniu naśladowania Chrystusa. Udał się do Egiptu i Palestyny.

Po pewnym czasie przyjął święcenia kapłańskie i  wreszcie osiadł w górach Kalamun, oddając się życiu pustelniczemu. Zwyczajem często praktykowanym przez uciekinierów, schronił się na odległej pustyni, w syryjskiej prowincji Cesarstwa Rzymskiego. Zamieszkał niedaleko wojskowej wieży, wybudowanej przez Rzymian w  II  w. Tutaj po jakimś czasie zginął śmiercią męczeńską z rąk żołnierzy Cesarstwa Bizantyjskiego, które zwalczało przeciwników ustaleń Soboru Chalcedońskiego. Stało się to w VII wieku. Jest coś wspólnego w tej postaci, oprócz oczywiście imienia, z Mojżeszem znanym nam ze Starego Testamentu.

Mar Musa al Habashi również salwował się ucieczką na pustynię, jak Mojżesz starotestamentowy. W jego jednak przypadku były to skaliste góry Kalamun. Tutaj dojrzewał do świętości i tutaj dopełniła się jego życiowa pustelnicza misja. marPo aramejsku  znaczy pan. Stosuje się to określenie do osób darzonych szczególnym szacunkiem. W ten sposób wypowiada się również imiona świętych. Ruch pustelniczy rozwijał się żywiołowo w IV wieku, w okresie bezpośrednio po edykcie mediolańskim, który dawał pełną wolność religii chrześcijańskiej w państwie rzymskim. Wówczas to gorliwi chrześcijanie, urzeczeni przykładami świętych wyznawców wiary z czasów prześladowań Kościoła, bardzo często pragnęli dać równie heroiczne świadectwo swojego oddania Chrystusowi. Podejmowali więc życie pustelnicze, związane nieraz z  niewyobrażalnymi wprost wyrzeczeniami, ocenianymi przez zwykłych wiernych jako „białe” męczeństwo. Białe, czyli takie, które również polegało na złożeniu Bogu własnego życia w  oferze, tyle że nie w  sposób krwawy.

Historia Kościoła znana zarówno pustelników żyjących samotnie, jak i takich, którzy łączyli się w  bardziej lub mniej spójne i  stabilne grupy; na ogół wokół jakiegoś uznanego przewodnika duchowego. Dopiero potem pojawiły się formy życia wspólnotowego bardziej zorganizowanego, opierającego się na jakiejś formule życia zakonnego.

Wielu pustelników, w  miejscach ich odosobnienia, odwiedzali zwykli ludzie. Przychodzili, aby radzić się w  swoich problemach, aby słuchać nauk i  korzystać z  wskazań mnichów, pokazujących jak żyć bliżej ideału Ewangelii. Niektórzy ze świętych mężów byli wzywani przez wspólnotę kościelną do opuszczenia samotni i  stanięcia na czele lokalnego Kościoła jako biskupi. Byli oni zwykle szanowani przez wiernych, uważano ich za mędrców i proroków. Stanowili żywy przykład naśladowania Chrystusa. Region, o  którym mówimy, dzisiaj określany mianem Bliskiego Wschodu, charakteryzował się z jednej strony wielką dynamiką i bogactwem w zakresie życia pustelniczego, mniszego, z drugiej zaś, dominowała w nim tendencja do indywidualizmu. Zawsze jednak odwoływano się do tradycji i inspirowano wzajemnie dokonaniami ascetycznymi innych pustelników. Działo się to przez osobiste kontakty, listy, dzielenie się radami wypływającymi z nauki dawnych mistrzów duchowych i własnego doświadczenia.

W ten sposób pojawiały się całe plejady ascetów, posiadających tę samą wizję i podobną praktykę życia ascetycznego, jak na przykład słynna szkoła słupników z Mar Simaanem (Szymonem Słupnikiem) na czele. Pamięć o nim wciąż jest żywa i po dziś dzień duże wrażenie robi kompleks budynków z V wieku, z wielką bazyliką, będącą niegdyś jednym z cudów architektury bizantyjskiej. Jeszcze większe wrażenie robi fakt, że cały teren, obejmujący okolice Idleb i Aleppo aż po niemal samą Antiochię, zapełniony był chrześcijańskimi budowlami sakralnymi. Ich relikty przetrwały do naszych czasów i to pomimo trzęsień ziemi oraz wojen, które przetaczały się przez ten teren. Niemal na każdym wzgórzu można znaleźć kamienne bloki z murów jakiejś świątyni albo klasztoru. Dobrze zachowanych fragmentów tych budowli, jak również wielkich grobowców, nagrobków i kamiennych zbiorników wodnych jest wciąż bardzo dużo.

Wielokrotnie odbywaliśmy tam jednodniowe pielgrzymki, aby modlić się w miejscach uświęconych modlitwą tylu pokoleń chrześcijan. Przejmującym duchowo doświadczeniem była dla nas Msza  św. odprawiana po tysiącletniej, przeszło, przerwie w  obrębie kamiennych ścian świątyń i  klasztorów, które pamiętają modlitwy naszych dawnych mieszkańców tej ziemi. Nad naszymi głowami nie było już żadnych stropów i suftów. Nasze spojrzenia swobodnie sięgały błękitu nieba i to pozwalało nam jeszcze bardziej odczuwać komunię z  tymi, którzy przed tysiącem z  górą lat żyli pod tym samym niebem. Ono się nie zmieniło, zmieniły się tylko kamienie i  ci, którzy się pośród nich modlą.

Niezwykłe wprost poczucie więzi z nimi wynikało również stąd, że spożywaliśmy pod postacią chleba i wina te same, niezmienne, Ciało i  Krew Pańską. Zwykle towarzyszył naszej modlitwie również świst wiatru, wyraźniejszy niż kiedyś, ponieważ otwory okienne były puste, wiatr nie napotykał więc większych przeszkód, aby przedostać się do wnętrza. Wystrojem świątyni były niezmiennie większe i  mniejsze bloki kamienne, zwalone kolumny i zieleń traw oraz krzewów, które je poprzerastały. Świadkami naszych modlitw i śpiewów bywały też czasem gałęzie drzew oraz zielone pnącza roślin wspinających się po murach. Towarzyszyło nam poczucie kruchości losu ludzkiego i nieuchronności upływu czasu.

To, co dzisiaj tętni życiem i znajduje się w pełnym rozkwicie, za chwilę może należeć do przeszłości i stać się zabytkiem. Rząd syryjski starał się chronić te obiekty przed zniszczeniem i rozkradaniem co ciekawszych elementów architektonicznych.
Bronił przed wykorzystywaniem zabytkowych bloków kamiennych jako surowca do wyrobu atrakcyjnych materiałów budowlanych. Teraz, podczas trwającego chaosu wojennego, kradzież odbywa się w sposób nieskrępowany. Różne mafie mają szerokie pole do popisu. Dokonuje się świadoma dewastacja zabytków, między innymi dlatego, że są one świadkami chrześcijańskiej przeszłości tego regionu. Zabytki dzielą los „potomków” tej religii, którzy jeszcze dzisiaj żyją na tej ziemi.


ZAKOŃCZENIE


Dwie pustynie zagrażają naszej ludzkiej egzystencji. Pustynia ziemi, na której nic nie rośnie, bo brakuje wody i pustynia ziemi, na której wszystko ulega destrukcji, ponieważ poddana jest tyranii wrogości.

Na jednej i na drugiej potrafą przeżyć tylko ludzie odważni
i przyjaźni. Mogą na niej przetrwać tylko prawdziwe wspólnoty. Pustynia, wbrew sobie samej niejako, uczy wspólnotowości i  weryfkuje jej autentyczność z  ekstremalnym rygoryzmem prawdziwości. Na pustyni zakwitają wielkie przyjaźnie, pustynia jest też krainą wielkich miłości, stanowi natchnienie dla wielkiej sztuki i jest szkołą wielkiej mistyki.

Na samym początku istnienia Bóg dał Adamowi wszystko,
co stworzył, do jego dyspozycji, ale nie chciał, aby ten ugrzązł w konsumpcji. Chciał, aby odkrył prawdziwą miłość. Kiedy Adam pośród wszystkich rzeczy stworzonych nie znalazł wystarczającej racji dla swojej egzystencji, Bóg potwierdził prawidłowość jego odkrycia słowami: „nie jest dobrze, aby człowiek był sam”. Posiadając bowiem wszystko, brakowało mu wszystkiego. Brakowało mu drugiego człowieka, to znaczy miłości. To TRZECI RODZAJ PUSTYNI.

Człowiek w swoim marszu przez historię potrafł opanować
pustynię. Zaczął ją nawadniać, uczynił z  niej ziemię uprawną, obsadził roślinami. Potem jednak, gdy jego duszę opanowywał szał wrogości, własnoręcznie niszczył to, co zbudował i z ogrodów i  pól uprawnych znów uczynił pustynię. Potem starał się uprzątać zgliszcza, znów nawadniał pustynię, by znów to, co stworzył z tak wielkim zapałem i trudem, oddać na pastwę płomieni, nie mogąc się wydostać z ciasnej przestrzeni cyklicznych pożarów świata. Trawiła go bowiem ta sama słabość, która była przyczyną grzechu Adama: pustka istnienia, czyli miłość niedoskonała.

Doskonała miłość to Boża KOMUNIA , której nie można
osiągnąć bez miłości ludzkiej, tak ścisłej i  tak prawdziwej, że „dwoje stanowią jedno”. Ludzka komunia nie może zaistnieć bez Bożego błogosławieństwa, bo miłość nie jest żądzą podporządkowania sobie drugiego, ale świętym pragnieniem, aby mu się oddać tak szczerze i prawdziwie, aby mógł on żyć i owocować. Tylko w ten sposób owoc jest rzeczywiście wspólny a komunia prawdziwa.

Tylko MIŁOŚĆ może przezwyciężyć przekleństwo pustki ist
nienia, czyli życia pozbawionego sensu. U zarania dziejów Szatan zazdrośnie chciał wykluczyć z tej miłości człowieka, stając się przez to wrogiem Komunii, oraz przeciwnikiem nie tylko człowieka, ale przede wszystkim Boga. Wsączył on w duszę człowieka śmiertelny jad zwątpienia, aby przestał on ufać Bożej miłości, bez której ani świat nie może istnieć, ani człowiek egzystować. Oszukał człowieka, oczerniając Boga. Chciał, aby przez to człowiek stał się jego sprzymierzeńcem i potępił Boga.

K
rzyż zadał kłam szatańskiemu pomówieniu, bo Bóg oddał na nim siebie samego na świadectwo prawdziwej miłości. Ta prawda jest święta, piękna i  zbawienna. Raduje ona duszę człowieka i stwarza nowy świat. Ratuje go przed piekłem pustki egzystencjalnej i na powrót, tryumfalnie w swej skromności i prostocie, nobilituje miłość i uwiarygodnia nasze zaufanie do niej. Przywraca Boży fundament światu i człowiekowi, czyniąc go na powrót dzieckiem Bożym i dziedzicem Nieba, gdyż Bóg wcale nie jest surowym mścicielem grzechów – jak uczą tego czciciele Szatana – ale miłującym Ojcem, dobrym i wrażliwym na naszą ludzką biedę. On na pustyni grzechu pychy i głupoty szuka nas. On nas widzi. Prostujmy drogi Jego przyjściu. Wołajmy „Marana tha”, przyjdź nasz Panie! Nasz Ojcze, Matko i Pasterzu!

Książka ta traktowała o dwóch pierwszych rodzajach pustyni, tej pozbawionej fIzycznej wody i tej pozbawionej duchowej wody miłości, pustyni, na której szaleje wicher wrogości, ale w rzeczywistości cały czas miała stałe i bezpośrednie odniesienie do tej trzeciej. Prawdę mówiąc, nie mogło być inaczej, bo owa trzecia pustynia towarzyszy historii ludzkości od samego początku. Problem pustki egzystencjalnej, braku sensu istnienia, czy po prostu radykalnej samotności towarzyszy człowiekowi przez wszystkie czasy i we wszystkich miejscach. Jest to dzisiaj nasza podstawowa kategoria egzystencjalna, z którą, czy tego chcemy, czy nie, musimy się zmierzyć. Ta pustynia nieustannie się poszerza i stan naszej cywilizacji staje się coraz bardziej beznadziejny. Określamy to słowem kryzys, ale nie bardzo zdajemy sobie sprawę, na czym on w rzeczywistości polega i jak moglibyśmy mu zaradzić. Dotychczasowe próby okazały się chybione. Człowiek w swej pysze i swym ślepym egoizmie zawłaszczył sobie wolność i tak bardzo ją zdeformował, że stała się dla niego jarzmem nie do uniesienia i coraz bardziej bezwzględną niewolą. Ukradł Bogu miłość i  uczynił ją „nową”, na kształt tego kim sam jest, a  więc na kształt własnej pychy i  zaślepienia, na kształt własnego zagubienia i  egzystencjalnej pustki. Medycyna, którą sam sobie stworzył, komuniinie wyleczyła go z  jego radykalnej choroby braku. Nie przyniosła mu ulgi ani pocieszenia, a jedynie chwilowe zapomnienie, może moment przemijającej euforii konsumowania samego siebie. Miłość traktowana jako używka, uatrakcyjniana na wszystkie sposoby, bez dodatków prezentuje się tylko jako banalny narkotyk albo jako chwilowa rozrywka. Właśnie w  tym kontekście chciałbym, aby Czytelnik spojdeirrzał na książkę o  Mar Musa, gdyż jest to jej naturalny kontekst. Szczególnie wyraźnie widać to w zasadniczym przesłaniu, które dotyczy nadziei i  jej znaków obecnych w  naszej historii, określonych wspólnym mianem „światła Orientu”. Nie muszę wyjaśniać, kto jest tym światłem i  dlaczego. Powiem tylko, że postulat wspólnego życia w pokoju, który gwarantuje wzajemny szacunek dla wyznawców różnych religii jest nowym hasłem cywilizacyjnym, które musi zdobyć sobie uznanie. Inaczej cywilizacja nasza się skończy, to znaczy zamieni się w pustynię i to być może w sposób, tym razem, ostateczny.



Spis treści:

Od autora
Wprowadzenie

I
Deir Mar Musa w górach Kalamun
Na początku
Pierwsza wyprawa z Paolo
Pierwszy wieczór
Dzień dobry, Boże
Pierwsza Msza święta
W oczekiwaniu na następne lato
Klasztorna brama
Mazar  

II
Wspólnota Mar Musa
Założyciel wspólnoty
Kontekst społeczny
Kontekst polityczny
Szukanie wzorców
Pionierski dialog  
Domenico, czyli nowy styl życia

III
Rekolekcje na pustyni
Widok na nieskończoność
Wydostać się z miasta  
Na przełaj przez pustynię
Czas, aby się urządzić
Po to tutaj jestem  
Byłaby to dobra rzecz
Spacer wśród gwiazd
Rozbić kokon rutyny
Bohaterki porannej modlitwy
Spektakl nocnego pociągu

IV
Ważne epizody
Przygotowanie do Eucharystii  
Eucharystia
Modlitwa uwielbienia
Msza święta bez chleba
Legendarny ślub w Deir Atiya  
Ramadan w Mar Musa
Cud życia na pustyni
Zasadniczy problem Mar Musa
Szaleństwo
Miał na imię Mark  
Beduińska delikatność ojca Paolo
Pokonać pustynny ziąb

V
Wojna
Ostatnie rekolekcje
Ukryty bohater
Dobre układy z władzami
Napięcie
Dojrzewanie konfiktu
Katastrofy
Opuścić czy pozostać?

VI
Dialog i konfrontacja
Multikulturowość
Szukanie znaków
Mar Musa jako znak  
Liban misją i zadaniem
Syria znakiem
Dom Myrny Nazzur w Soufanija
Inne znaki
Bliski Wschód w Polsce
Nadzieja
Światło ze Wschodu
Ostatnia aktualizacja
Zakończenie



M1240

Opis

ISBN:
9788375959871
Okładka:
miękka
Wymiary:
140x202
Ilość stron:
324

Specyficzne kody

16 innych produktów w tej samej kategorii:

Komentarze

Napisz swoją opinię

Życie między pustyniami. Klasztor Mar Musa al Habashi


Syria. Chrześcijanie w piekle prześladowań.
 
Jak być znakiem pokojuw świecie ogarniętym nienawiścią?
Poruszająca opowieść o mnichach i mniszkach z klasztoru Mar Musa.

Napisz swoją opinię