• -5,00 zł

Królowa Śniegu

Hans Christian Andersen, Vladyslav Yerko

39,90 zł
34,90 zł Zniżka 5,00 zł
Brutto
W dniach 01.04- 17.04.2022r. dochód ze sprzedaży Królowej Śniegu zostanie przekazany na rzecz pomocy Ukrainie. Z tej okazji mamy dla Ciebie nie tylko piękną książkę, ale i darmową dostawę.

Ponadczasowa baśń o przygodach Gerdy i Kaja, ich przyjaźni i zmaganiach z Królową Śniegu, to klasyka dziecięcej literatury. Zilustrowana przez Vladyslava Yerko

Ilość

Królowa śniegu była piękna i zgrabna, ale cała z lodu, z olśniewającego, błyszczącego lodu; a jednak żyła: oczy patrzały jak dwie jasne gwiazdy, lecz nie było w nich spokoju ani wytchnienia. Skłoniła się do okna i skinęła ręką.

fragment tekstu

 

Ponadczasowa baśń o przygodach Gerdy i Kaja, ich przyjaźni i zmaganiach z Królową Śniegu, to klasyka dziecięcej literatury. Z pozoru lodowa, mroźna opowieść rozgrzewa serca czytelników, wywołuje mnóstwo emocji, zmusza do refleksji i pozostaje na długo w pamięci.

 

Co sprawia, że to wydanie jest tak wyjątkowe? Największym jego atutem są ilustracje, z których każda jest małym dziełem sztuki idealnie odzwierciedlającym sens, wrażliwość i magię całej baśni. Ilustrator zadbał o detale, doskonale oddające klimat całej historii, mimikę bohaterów, szczegóły ich odzieży czy zimowej aury. Każdy z obrazów ma bajkowo-alegoryczny klimat, który rozbudza wyobraźnie i można go interpretować na szereg sposobów. Tekst baśni został przetłumaczony z oryginalnej wersji, wydanej po raz pierwszy w 1845 roku.

 

Vladyslav Yerko znany ze swojej pracy przy Podróżach Guliwera, Alicji w krainie czarów, a także Harry'ego Pottera i książek Paulo Coelho jest laureatem nagrody dla najlepszego artysty przyznawanej przez Moscow Review at Books. Jego obrazy są pełne życia i czarów, przyciągają wzrok zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jego królowa jest idealna –piękna, dostojna, zimna, jakby pokryta śniegiem i lodem.

 

Duży format, wysokiej jakości papier i dobrze dobrana czcionka oraz twarda oprawa z obwolutą sprawiają, że książka idealnie nadaje się na prezent dla dziecka w każdym wieku.

Fragmenty:



Pośród wielkiego miasta, gdzie jest tyle domów i tyle ludzi, że nie ma dość miejsca, aby każdy miał swój mały ogródek i dlatego większości ludzi musi wystarczyć doniczka z kwiatami, mieszkało dwoje biednych dzieci, które miały jednak ogród trochę większy niż doniczka. Nie byli bratem i siostrą, ale kochali się jak rodzeństwo. Ick rodzice mieszkali w dwóch domach przedzielonych wąską uliczką, w dwóch izdebkach na poddaszu; dachy domów stykały się prawie ze sobą; tuż obok rynny w każdym domu widniało małe okienko, wystarczyło tylko przeskoczyć przez rynnę i już można było przejść z jednego okna do drugiego.

Rodzice mieli przed oknem drewnianą skrzynkę, w której sadzili pożyteczne warzywa i małe różane krzewy. Raz wpadło rodzicom na myśl, żeby postawić skrzynki w poprzek rynny, tak że sięgały prawie od jednego okna do drugiego i wyglądały jak dwie grządki. Pędy grochu zwieszały się ze skrzynek, a różane krzewy wypuszczały długie gałązki, wiły się dookoła okien i pochylały ku sobie; wyglądało to prawie jak brama triumfalna, pełna zieleni i kwiatów. Ponieważ skrzynki były bardzo wysoko, a nie wolno tam było się wdrapywać dzieciom, pozwolono im często wychodzić do siebie i siedzieć na małych stołeczkach pod różami; bawiły się tam świetnie.

W zimie kończyła się ta przyjemność, okna były często zupełnie zamarznięte; ale wtedy dzieci ogrzewały przy piecu miedziaki i przykładały je do zamarzniętych szyb, tak że robiła się świetna dziurka do patrzenia, taka okrągła, okrągła; przez tę dziurkę patrzało kochane, miłe oko, przy każdym oknie jedno; byli to chłopczyk i dziewczynka. Chłopczyk nazywał się Kay a dziewczynka Gerda. W lecie wystarczył jeden krok. i już byli razem, ale w zimie musieli wchodzić na tyle schodów i schodzić z tylu schodów, a na dworze padał śnieg.

To roje białych pszczół! — powiedziała stara babka.

Czy mają także królową? — spytał chłopczyk, bo wiedział, że prawdziwe pszczoły maią królową.

Naturalnie, że mają! - powiedziała babka. - Fruwa tam. gdzie się najgęściej roją. Jest większa od innych i nigdy nic odpoczywa na ziemi, odlatuje z powrotem w czarne chmury Czasami w zimowe noce przelatuje przez ulice miasta i zagląda do wszystkich okien, a wtedy okna te zamarzają tak dziwnie, jak gdyby się pokrywały kwiatami.

Tak, tośmy widzieli! — wołały dzieci i teraz uwierzyły, że to była prawda.

Czy Królowa Śniegu może tutaj przyjść? — spytała mała dziewczynka.

Niech tylko spróbuje! - powiedział chłopiec. - Wtedy posadzę ją na gorącym piecu i roztopi się.

Ale babka pogładziła go po głowie i zaczęła opowiadać inne bajki.

Wieczorem, kiedy mały Kay kładł się już spać, wdrapał się na krzesło przy oknie i spojrzał przez małą dziurkę; właśnie spadło parę płatków śniegu i jeden z nich. największy, zawisł na brzegu skrzynki z kwiatami; rósł coraz bardziej i bardziej i w końcu przemienił się w kobietę ubraną w najdelikatniejszą białą gazę. utkaną jakby z miliona gwiaździstych płatków. Była piękna i zgrabna, ale cała z lodu, z olśniewającego, błyszczącego lodu, a jednak żyła: oczy patrzały jak dwie jasne gwiazdy, ale nie było w nich spokoju ani wytchnienia. Skłoniła się do okna i skinęła ręką. Chłopczyk przestraszył się i zeskoczył z krzesła; a wtedy zdawało mu się, że wielki ptak przeleciał obok okna.

Zabawy Kaya zmieniły się teraz całkowicie; stały się takie mądre. Pewnego zimowego dnia, kiedy prószył śnieg, przyniósł sobie wielkie powiększające szkło, rozpostarł połę swego granatowego płaszczyka i zgrnął na nią płatki śniegu.

- Spójrz no w szkło, Gerda! — powiedział. Każdy płatek śniegu powiększał się w szkle i wyglądał jak piękny kwiat lub sześciokątna gwiazda; był to wspaniały widok.

- Widzisz, jakie to artystyczne! - mówił Kay — to o wiele ciekawsze od prawdziwych kwiatów! Te kwiaty nie mają żadnych wad, są doskonałe, o ile tylko się nie roztopią.

Po chwili zjawił się z wielkimi rękawicami i małymi saneczkami na plecach; krzyknął Gerdzie w samo ucho:

- Jadę na wielki plac. jadzie inni chłopcy się bawią — i poszedł.

Na placu najśmielsi chłopcy przywiązywali często swoje sanczki do chłopskiego wozu i jechali w ten sposób spory kawał drogi, było to bardzo wesołe. Kiedy się w najlepsze bawili, nadjechały jakieś wielkie sanie; były pomalowane całe na biało, a w środku siedział ktoś otulony w białe futro i w białej, futrzanej czapce; sanie objechały płac dwa razy dookoła. Kay przywiązał do nich szybko swoje saneczki i jechał za dużymi saniami; jechali coraz prędzej i prędzej, prosto przed siębie w najbliższą ulicę; osoba, która siedziała w saniach, odwróciła się, kiwnęła przyjaźnie do Kaya głową, zupełnie tak, jakby się znali od dawna: za każdym razem, kiedy Kay chciał odwiązać swoje saneczki, osoba znowu do niego kiwała i Kay zostawał; wyjechali za bramę miasta, wtedy śnieg zaczął tak sypać, że chłopiec, jadąc dalej, nie widział nawet ręki, którą trzymał przed oczami; puścił prędko sznur od saneczek, by się uwolnić od wielkich sań, ale to nie pomogło, jego małe saneczki przywiązane były mocno i jak wiatr pędziły naprzód. Wtedy zaczął głośno wołać, ale nikt go nie słyszał, śnicg padał, saneczki mknęły szybko; od czasu do czasu podskakiwały, tak jakby jechały przez rowy i płoty. Kay był bardzo przestraszony, chciał zmówić Ojcze nasz, ale mógł sobie przypomnieć tylko tabliczkę mnożenia.

Płatki śniegu stawały się coraz większe i większe i w końcu wyglądały jak duże białe kury; nagle odskoczyły na bok, wielkie sanie zatrzymały się i osoba, która w nich jechała, wyprostowała się. Jej futro i czapka były całe ze śniegu a ona sama była damą smukłą i wysoką, jaśniejącą bielą — Królową Śniegu!

- Zrobiliśmy ładny kawał drogi - powiedziała — ale po co marznąć? Otul się moim niedźwiedzim futrem. — posadziła go obok siebie w saniach i otuliła go futrem; było mu tak, jakby poprążył się w śnieżnej zaspie.

- Czy zimno ci jeszcze? — spytała i pocałowała po w czoło. Pocałunek był zimniejszy od lodu, dotarł prosto do serca, które już i tak na pół zlodowaciało; było mu tak, jak gdyby miał umrzeć; ale tylko przez chwilę, potem zrobiło mu się dobrze; nie czuł już zimna.

- Moje saneczki! Nie zapomnij o moich saneczkach! — o tym pomyślał przede wszystkim; saneczki przywiązano do jednej z białych kur. która pofrunęła, niosąc je na grzbiecie. Królowa Śniepu pocałowała Kaya jeszcze raz, A wtedy zapomniał o małej Gerdzie, o babce i o wszystkich w domu.

- Teraz już cię więcej nie pocałuję - powiedziała - bo zacałowałabym cię na śmierć!

Kay spojrzał na nią; była bardzo ładna: nic mógł sobie wyobrazić mądrzejszej i piękniejszej twarzy; teraz nic wydawała mu się już z lodu jak przedtem, kiedy ją widział za oknem, gdy kiwała do niego; w jego oczach była doskonałością, nie bał się wcale, opowiedział jej, że potrafi rachować z pamięci i nawet z ułamkami, że wie, ile kwadratowych mil liczy kraj i ile ma kraj mieszkańców; a ona uśmiechała się bez przerwy; wtedy pomyślał sobie, że wie jeszcze za mało, i spojrzał w wielką, wielką przestrzeń, a ona leciała z nim wysoko ponad czarnymi chmurami, wicher szumiał i wył, tak jakby śpiewał stare pieśni. Lecieli ponad lasem i jeziorami, nad morzem i lądem; daleko pod nimi gwizdał zimny wiatr, wyły wilki, śnieg iskrzył się, wyżej leciały czarne, kroczące wrony, a nad wszystkim wysoko w górze księżyc świecił jasno.

Naprawdę? - pytała mała dziewczynka i całowała wronę tak, że o mało nie zadusiła jej na śmierć.

Spokojnie, spokojnie — powiedziała wrona. —Myślę, że to mógł być mały Kay! Ale na pewno zapomniał o tobie przy księżniczce.

Czy on mieszka u księżniczki? - spytała Gerda.

Tak, posłuchaj - powiedziała wrona. - Ale będzie mi trudno mówić twoim językiem. Czy rozumiesz wroni język? Byłoby mi łatwiej opowiadać.

Nie, nie uczyłam się go — powiedziała Gerda — ale babka zna ten język i język innych ptaków też. Gdybym to ja się po była nauczyła!

Nic nic szkodzi — rzekła wrona. — Opowiem, jak potrafię, ale nie będzie to dobrze opowiedziane! — i zaczęła mówić to, co wiedziała.

W państwie, w którym teraz jesteśmy mieszka księżniczka; jest tak niebywale mądra, że przeczytała wszystkie gazety świata, a potem zapomniała to, co przeczytała. Taka jest mądra.

Teraz siedzi na tronie, ale podobno to wcale nie jest takie przyjemne; więc zaczęła śpiewać taka piosenkę: „Dlaczegóż bym nie miała wyjść za mąż! Naprawdę. to dobra myśl'. Tak, postanowiła wyjść za mąż. ale za takiego, który potrafiłby odpowiedzieć na zadane mu pytania, nie takiego, co tylko stoi i wytwornie wygląda, bo to jest nudne. I księżniczka zawołała wszystkie damy dworu, a kiedy usłyszały, o co chodzi, były bardzo zadowolone.

- To się nam nadzwyczajnie podoba - powiedziały - myślałyśmy o tym niedawno!! - Można mi wierzyć, że każde słowo, które mówię, jest prawdą - dodała wrona. - Mam oswojoną narzeczoną, która wchodzi swobodnie do zamku, i ona mi to wszystko opowiedziała!

Narzeczona była naturalnie także wroną, gdyż swój ciągnie do swego. czyli wrona do wrony!

Tepo dnia pazety wyszły z obwódką w kształcie serc i z podpisem księżniczki, można w nich było przeczytać, że każdy dobrze prezentujący się młodzieniec może przyjść na zamek i rozmawiać z księżniczką, a ten, który będzie się tam zachowywał tak jak u siebie w domu i będzie najmądrzej mówił, zostanie mężem księżniczki.

Tak, tak - powiedziała wrona - wszystko, co mówię, to święta prawda. Więc ludzie ciągnęli gromadnie, był tłok i ścisk, ale nikomu nie poszczęściło się ani pierwszego dnia, ani drugiego.

Kiedy wszyscy razem stali na ulicy, rozmawiali swobodnie, ale gdy tylko wchodzili w bramę zamkową, tracili głowy na widok gwardii w srebrze, lokajów w złocie na schodach, wielkich oświetlonych sal; stali przed tronem, na którym siedziała księżniczka, i nie umieli nic powiedzieć prócz ostatniego słowa przez nią wymówionego, a jej nie zależało przecież na tym, aby usłyszeć powtórzone własne słowa. Miało się wrażenie, że ci ludzie zażyli tabaki na czczy żołądek i zapadli w sen, dopóki nic znaleźli się znowu na ulicy, gdzie odzyskiwali mowę. Od bram miasta aż do zamku stał długi ogon. Ja sam tam byłem, aby się im przyjrzeć — dodała wrona. — Czuli już głód i pragnienie, ale na zamku nie dostali nawet szklanki wody. Wprawdzie niektórzy mądrzejsi zabrali ze sobą zapasy, ale nie dzielili się ze swym sąsiadem; myśleli sobie: „Niech wygląda na głodomora, to wtedy księżniczka go nie weźmie!'.

A Kay! Mały Kay! — spytała Gerda. — Kiedy on przyszedł? Czy był miedzy nimi wszystkimi?

Miej cierpliwość! - powiedziała wrona. - Zaraz do niego dojdziemy, było to trzeciego dnia. Na zamek przyszedł mały chłopiec bez konia i bez pojazdu, szedł wesoło, oczy błyszczały mu jak twoje, miał prześliczne długie włosy, ale był ubogo ubrany:

To był Kay! — cieszyła się Gerda. — Ach, nareszcie po znalazłam! — I klasnęła w ręce.

Na plecach miał mały tornister — opowiadała wrona.

Nie, to były pewnie jego sanki — zauważyła Gerda — zniknął z sankami!

To możliwe! — powiedziała wrona. — Tak dokładnie nie widziałem. Ale wiem od mojej oswojonej narzeczonej, że kiedy przechodził przez zamkowe wrota i zobaczył srebrną gwardię i lokajów w złocie na schodach, zupełnie się nie zmieszał, skinął do nich głową i mówił: Jakże to musi być nudno tak stać na schodach, lepiej wejdę do środka".



M1916

Opis

ISBN:
978-83-8043-787-6
Okładka:
twarda z obwolutą
Wymiary:
235 x 305 mm
Ilość stron:
32

Specyficzne kody

16 innych produktów w tej samej kategorii:

Komentarze

Napisz swoją opinię

Królowa Śniegu

W dniach 01.04- 17.04.2022r. dochód ze sprzedaży Królowej Śniegu zostanie przekazany na rzecz pomocy Ukrainie. Z tej okazji mamy dla Ciebie nie tylko piękną książkę, ale i darmową dostawę.

Ponadczasowa baśń o przygodach Gerdy i Kaja, ich przyjaźni i zmaganiach z Królową Śniegu, to klasyka dziecięcej literatury. Zilustrowana przez Vladyslava Yerko

Napisz swoją opinię